<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?><!-- generator="b2evolution/1.9.2" -->
<rss version="0.92">
	<channel>
		<title>Przez &#346;wiat</title>
					  <link>http://burlinski.com/newblog/index.php?blog=5</link>
			  <description></description>
			  <language>pl-PL-utf-8</language>
			  <docs>http://backend.userland.com/rss092</docs>
			  			  <item>
			    <title>6 Maja 2007</title>
			    <description>&lt;p&gt;Kochani anonimowi czytelnicy, przemili znajomi, wreszcie droga rodzino! &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Zawia&amp;#322;o nas do Indonezji. Blog powstaje, zdj&amp;#281;cia si&amp;#281; robi&amp;#261;, komary gryz&amp;#261;. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Jedziemy na Papue, po drodze inne wyspy. Przez pewien czas post&amp;#243;w nie b&amp;#281;dzie.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Pozdrawiam!&lt;/p&gt;
</description>
			    <link>http://burlinski.com/newblog/index.php?blog=5&amp;title=6_kwietnia_2007&amp;more=1&amp;c=1&amp;tb=1&amp;pb=1</link>
			  </item>
			  			  <item>
			    <title>10 - 21 Marca 2007</title>
			    <description>&lt;p&gt;Na Penang przesiedzieli&amp;#347;my 10 dni wype&amp;#322;nionych lenistwem. W tym samym czasie przebywa&amp;#322; tam tak&amp;#380;e nasz dobry znajomy, towarzysz kilku g&amp;#243;rskich trek&amp;#243;w z Pakistanu, Zdenek. Jecha&amp;#322; on nieco odmienn&amp;#261; tras&amp;#261; ni&amp;#380; my, i bardzo cieszyli&amp;#347;my si&amp;#281; z tego spotkania. On tak&amp;#380;e &amp;#8222;utkn&amp;#261;&amp;#322;&amp;#8221; na tej malezyjskiej wyspie w oczekiwaniu na lot do Nowej Zelandii. Jego podr&amp;#243;&amp;#380; w zasadzie si&amp;#281; ko&amp;#324;czy, bo na antypodach ma zamiar pracowa&amp;#263;. Ale jak go znam, to najpierw objedzie wyspy, a dopiero potem zajmie si&amp;#281; zarabianiem pieni&amp;#281;dzy, o ile w og&amp;#243;le. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;G&amp;#322;&amp;#243;wne miasto na Penang, czyli Georgetown nie zrobi&amp;#322;o na mnie jakiego&amp;#347; wi&amp;#281;kszego wra&amp;#380;enia. Jest na pewno ciekawe, bo jak ca&amp;#322;a Malezja bardzo wymieszane etnicznie. Najwi&amp;#281;cej mieszka tutaj ludzi pochodzenia chi&amp;#324;skiego. Sporo jest te&amp;#380; hindus&amp;#243;w, z kt&amp;#243;rych wi&amp;#281;kszo&amp;#347;&amp;#263; przyby&amp;#322;a z Tamil Nadu. Gdybym przyjecha&amp;#322; tutaj prosto z Polski to mo&amp;#380;e i wydawa&amp;#322;oby mi si&amp;#281; ono nieco egzotyczne, ale teraz nie mog&amp;#281; powiedzie&amp;#263;, &amp;#380;ebym takie odni&amp;#243;s&amp;#322; wra&amp;#380;enie. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;img src=&quot;http://burlinski.com/newblog/pictures/penang_jezus.JPG&quot;/&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
Jezus Chrystus z tektury. W ofercie sklepu r&amp;#243;wnie&amp;#380; Sziwa.&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Miasto za&amp;#322;o&amp;#380;one zosta&amp;#322;o przez angielskiego kapitana zatrudnionego przez Kompani&amp;#281; Wschodnioindyjsk&amp;#261; w 1786 roku. Mia&amp;#322;o by&amp;#263; przycz&amp;#243;&amp;#322;kiem handlowym do ekonomicznego podboju P&amp;#243;&amp;#322;wyspu Malajskiego. Troch&amp;#281; pozosta&amp;#322;o tutaj z tego okresu zabudowa&amp;#324;, ale s&amp;#261; one w op&amp;#322;akanym stanie. Sporo kr&amp;#281;ci si&amp;#281; tutaj turyst&amp;#243;w. Atmosfera w mie&amp;#347;cie jest raczej senna i niewiele si&amp;#281; tutaj chyba dzieje. My sp&amp;#281;dzili&amp;#347;my sporo czasu w Air Itam korzystaj&amp;#261;c z tego, &amp;#380;e mieli&amp;#347;my do dyspozycji mieszkanie Ciprilli. Mieli&amp;#347;my okazj&amp;#281; pomieszka&amp;#263; w blokowisku. Nasz budynek otoczony by&amp;#322; jeszcze kilkoma podobnymi wielopi&amp;#281;trowymi monstrami. Pomi&amp;#281;dzy budynkami znajdowa&amp;#322; si&amp;#281; bazarek &amp;#380;ywno&amp;#347;ciowy, czyli mn&amp;#243;stwo knajpek wszelkiej ma&amp;#347;ci. Klientel&amp;#261; tych miejsc s&amp;#261; mieszka&amp;#324;cy blok&amp;#243;w, kt&amp;#243;rym nie chce si&amp;#281; gotowa&amp;#263;, lub tak jak my, nie posiadaj&amp;#261; kuchni. Zreszt&amp;#261; nie wiem, czy w Malezji gotowanie si&amp;#281; w og&amp;#243;le op&amp;#322;aca. Ceny produkt&amp;#243;w w supermarketach s&amp;#261; bardzo wysokie w por&amp;#243;wnaniu do gotowego jedzenia, jakie mo&amp;#380;na kupi&amp;#263; na ulicy. W naszym budynku na dole znajdowa&amp;#322;a si&amp;#281; knajpa indyjska prowadzona przez kolesia z Tamil Nadu. Z przyjemno&amp;#347;ci&amp;#261; zjadali&amp;#347;my idliki na &amp;#347;niadania i paroty na kolacj&amp;#281;. I kokosowe sosiki. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Wysp&amp;#281; Penang objechali&amp;#347;my na skuterze w zasadzie w jeden dzie&amp;#324;. Nie jest ona zbyt wielka, ale za to troch&amp;#281; g&amp;#243;rzysta i w sumie &amp;#322;adna. Nie znale&amp;#378;li&amp;#347;my jednak &amp;#380;adnych fajnych pla&amp;#380;. Reszt&amp;#281; czasu po prostu leniuchowali&amp;#347;my snuj&amp;#261;c dalsze plany. &lt;/p&gt;
</description>
			    <link>http://burlinski.com/newblog/index.php?blog=5&amp;title=10_21_marca_2007&amp;more=1&amp;c=1&amp;tb=1&amp;pb=1</link>
			  </item>
			  			  <item>
			    <title>9 - 10 Marca 2007</title>
			    <description>&lt;p&gt;Z Bangkoku do Georgetown, czyli miasta na wyspie Penang w Malezji, jest nieco ponad 1200km. Postanowili&amp;#347;my przeby&amp;#263; je stopem. W&amp;#322;a&amp;#347;ciwie to wyda&amp;#322;o nam si&amp;#281; ca&amp;#322;kowicie normalne, &amp;#380;e nie b&amp;#281;dziemy jecha&amp;#263; autobusem czy te&amp;#380; poci&amp;#261;giem, ale po prostu staniemy na drodze i jako&amp;#347; to b&amp;#281;dzie. Przez ostatni miesi&amp;#261;c ca&amp;#322;y czas tak robili&amp;#347;my. Z Bangkoku wydostali&amp;#347;my si&amp;#281; autobusem do miejscowo&amp;#347;ci Samut Songkhram. Zaj&amp;#281;&amp;#322;o nam to prawie trzy godziny. Potem kilkoma samochodami dostali&amp;#347;my si&amp;#281; do miejsca Hua Hin. Nast&amp;#281;pne 200km przebyli&amp;#347;my ci&amp;#281;&amp;#380;ar&amp;#243;wk&amp;#261;, kt&amp;#243;ra wlok&amp;#322;a si&amp;#281; niemi&amp;#322;osiernie. W pewnym momencie kierowca zajecha&amp;#322; na parking obok przydro&amp;#380;nej knajpy i zakomunikowa&amp;#322; nam na migi, &amp;#380;e planuje si&amp;#281; teraz dwie godziny zdrzemn&amp;#261;&amp;#263;. Chocia&amp;#380; spa&amp;#263; nam si&amp;#281; r&amp;#243;wnie&amp;#380; niemi&amp;#322;osiernie chcia&amp;#322;o, w najwi&amp;#281;kszy upa&amp;#322;, czyli oko&amp;#322;o godziny drugiej po po&amp;#322;udniu, stan&amp;#281;li&amp;#347;my znowu na rozgrzanym asfalcie i wystawili&amp;#347;my r&amp;#281;k&amp;#281; w b&amp;#322;agalnym prawie ge&amp;#347;cie. Jak zwykle w Tajlandii d&amp;#322;ugo nie musieli&amp;#347;my czeka&amp;#263;, chocia&amp;#380; w tym miejscu samochody jecha&amp;#322;y z pr&amp;#281;dko&amp;#347;ci&amp;#261; ponad 120 km/h i naprawd&amp;#281; nie by&amp;#322; to idealny punkt do zatrzymywania stopa. Na pace pickupa przebyli&amp;#347;my kolejne 200 km i kiedy wysieli&amp;#347;my na rozdro&amp;#380;u dr&amp;#243;g pora by&amp;#322;a ju&amp;#380; dosy&amp;#263; p&amp;#243;&amp;#378;na i zaczyna&amp;#322;o si&amp;#281; zmierzcha&amp;#263;. Zatrzymali&amp;#347;my jeszcze dwa samochody, z kt&amp;#243;rych jeden jecha&amp;#322; w naszym kierunku, ale intuicja podpowiedzia&amp;#322;a nam, &amp;#380;eby z tymi kolesiami jednak nie jecha&amp;#263;. Czasem warto sobie odpu&amp;#347;ci&amp;#263; widz&amp;#261;c kaprawe mordy i zlepione potem k&amp;#322;aki go&amp;#347;ci, kt&amp;#243;rzy cwaniackim tekstem pytaj&amp;#261; si&amp;#281; gdzie nas zawie&amp;#347;&amp;#263;. Ot&amp;#243;&amp;#380; panowie nigdzie nie mog&amp;#261; nas zawie&amp;#347;&amp;#263;. Wybieramy stanie na drodze. Potem zatrzyma&amp;#322;a si&amp;#281; para ludzi stanowi&amp;#261;ca ca&amp;#322;kowite przeciwie&amp;#324;stwo owych lump&amp;#243;w i zaoferowa&amp;#322;a nam nocleg w swoim domu. Grzecznie, jakkolwiek z ci&amp;#281;&amp;#380;kim sercem,  odm&amp;#243;wili&amp;#347;my wybieraj&amp;#261;c duszne wn&amp;#281;trze naszego namiotu, bo mieszkali oni w wiosce znacznie oddalonej od trasy, co oznacza&amp;#322;o, &amp;#380;e rano raczej by&amp;#347;my si&amp;#281; na niej nie znale&amp;#378;li. Kolejny jednak raz wielkie brawa dla tajskiej go&amp;#347;cinno&amp;#347;ci. Tak czy inaczej wykonali&amp;#347;my mniej wi&amp;#281;cej plan, czyli pokonali&amp;#347;my ponad 700km.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Namiocik rozbili&amp;#347;my sobie w&amp;#347;r&amp;#243;d palm nieopodal jakiego&amp;#347; wielkiego zak&amp;#322;adu pracy, do kt&amp;#243;rego przez d&amp;#322;ugi czas po zmroku zaje&amp;#380;d&amp;#380;a&amp;#322;y wyj&amp;#261;ce pot&amp;#281;pie&amp;#324;czo silnikami, i uniemo&amp;#380;liwiaj&amp;#261;ce nam przez to spanie, ci&amp;#281;&amp;#380;ar&amp;#243;wki. Kiedy przesta&amp;#322;y w ko&amp;#324;cu ha&amp;#322;asowa&amp;#263; kima&amp;#322;o si&amp;#281; ca&amp;#322;kiem nie&amp;#378;le, aczkolwiek stoczyli&amp;#347;my ma&amp;#322;a batali&amp;#281; z natr&amp;#281;tnymi mr&amp;#243;wkami, a dodatkowo przez ca&amp;#322;&amp;#261; noc s&amp;#322;yszeli&amp;#347;my kakofoniczny koncert pasikonik&amp;#243;w, czy te&amp;#380; innych cykad, a co jaki&amp;#347; czas z parasola li&amp;#347;ci palmowych wisz&amp;#261;cych nad nami spada&amp;#322; na namiot z niez&amp;#322;ym &amp;#322;oskotem owad rozmiar&amp;#243;w ma&amp;#322;ego ptaka. Obudzili&amp;#347;my si&amp;#281; tu&amp;#380; przed &amp;#347;witem i po zwini&amp;#281;ciu obozu, ku uciesze i zdumieniu robotnik&amp;#243;w id&amp;#261;cych do pracy, wynurzyli&amp;#347;my si&amp;#281; spo&amp;#347;r&amp;#243;d palm. Na pobliskiej stacji benzynowej wzi&amp;#281;li&amp;#347;my darmowy prysznic i kupili&amp;#347;my kaw&amp;#281;. Wyszli&amp;#347;my na drog&amp;#281; i ledwo po wypiciu pysznie w tej sytuacji smakuj&amp;#261;cej neski, zatrzymali&amp;#347;my ci&amp;#281;&amp;#380;ar&amp;#243;wk&amp;#281; jad&amp;#261;c&amp;#261; a&amp;#380; do granicy malezyjskiej. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Jecha&amp;#322;o si&amp;#281; powoli, ale nieustannie. Komfort te&amp;#380; by&amp;#322; niczego sobie, bo do dyspozycji by&amp;#322;a kanapa z ty&amp;#322;u kabiny, na kt&amp;#243;rej drzemali&amp;#347;my na zmian&amp;#281;. Klimatyzacja dzia&amp;#322;a&amp;#322;a i nast&amp;#281;pne 5 godzin sp&amp;#281;dzili&amp;#347;my komfortowo, gadaj&amp;#261;c na migi o pierdo&amp;#322;ach z kierowc&amp;#261;. Granic&amp;#281; przeszli&amp;#347;my na piechot&amp;#281; nie budz&amp;#261;c wi&amp;#281;kszego zainteresowania ogl&amp;#261;daj&amp;#261;cego w TV kickboxing pogranicznika tajskiego. W sklepie wolnoc&amp;#322;owym zakupili&amp;#347;my po flaszce whisky i czekolad&amp;#281; i tak &amp;#8222;zaopatrzeni&amp;#8221; weszli&amp;#347;my do Malezji. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;img src=&quot;http://burlinski.com/newblog/pictures/malezja_granica.JPG
&quot;/&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
Witamy w Malezji (fot.Agnieszka)&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Trzymiesi&amp;#281;czn&amp;#261; darmow&amp;#261; wiz&amp;#281; wbito nam do paszportu bez zb&amp;#281;dnych pyta&amp;#324; i absolutnie nikt si&amp;#281; nie zainteresowa&amp;#322; naszymi plecakami. &amp;#379;adnej kontroli nie by&amp;#322;o. W Malezji najpierw wyj&amp;#281;li&amp;#347;my troch&amp;#281; kasy z bankomatu, a potem w niesamowity upa&amp;#322; ruszyli&amp;#347;my w kierunku trasy do Butterworth, zatrzymuj&amp;#261;c po drodze wszystkie przeje&amp;#380;d&amp;#380;aj&amp;#261;ce pojazdy. Daleki nie zaszli&amp;#347;my, bo zatrzyma&amp;#322; si&amp;#281; wypasiony jeep. Kierowca zablokowa&amp;#322; ruch uliczny zatrzymuj&amp;#261;c si&amp;#281; w miejscu, gdzie nie by&amp;#322;o &amp;#380;adnego pobocza. Za&amp;#322;adowali&amp;#347;my si&amp;#281; do &amp;#347;rodka nie bardzo wiedz&amp;#261;c, dok&amp;#261;d jedzie. Kierunek si&amp;#281; mniej wi&amp;#281;cej zgadza&amp;#322;. Po kilku minutach rozmowy okaza&amp;#322;o si&amp;#281;, &amp;#380;e jedzie w&amp;#322;a&amp;#347;nie do Butterworth. Znowu mieli&amp;#347;my wi&amp;#281;c du&amp;#380;o szcz&amp;#281;&amp;#347;cia. Trzy godziny p&amp;#243;&amp;#378;niej Tej, bo tak si&amp;#281; nazywa&amp;#322; nasz nowy malezyjski znajomy, nadk&amp;#322;adaj&amp;#261;c drogi podrzuci&amp;#322; nas na przysta&amp;#324; promow&amp;#261;, sk&amp;#261;d pop&amp;#322;yn&amp;#281;li&amp;#347;my na wysp&amp;#281; Penang, do miasta Georgetown. Na po&amp;#380;egnanie zaprosi&amp;#322; nas do swojego miasta w stanie Johor, nieopodal Malaki. Obiecywa&amp;#322; darmowy nocleg i obwo&amp;#380;enie po okolicznych atrakcjach. By&amp;#322; niesamowicie mi&amp;#322;y i uczynny. Chyba go odwiedzimy, bo do Malaki i tak planowali&amp;#347;my jecha&amp;#263;, a stamt&amp;#261;d trasa do Singapuru wiedzie w&amp;#322;a&amp;#347;nie przez Batu Pahat, gdzie mieszka Tej.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Z przystani w Georgetown pojechali&amp;#347;my miejskim klimatyzowanym autobusem (1.5 ringita) do pobliskiego Air Itam, gdzie mieli&amp;#347;my ju&amp;#380; zawczasu zaklepane spanie u kobiety z HospitalityClub. Air Itam to niby odr&amp;#281;bne miasto, ale dla mnie wygl&amp;#261;da to bardziej jak dzielnica Georgetown. Po drodze ca&amp;#322;y czas s&amp;#261; zabudowania, a i odleg&amp;#322;o&amp;#347;&amp;#263; jest niewielka. Dojazd tam zaj&amp;#261;&amp;#322; nam niespe&amp;#322;na 20 minut. Nasze lokum okaza&amp;#322;o si&amp;#281; by&amp;#263; dwupokojowym mieszkaniem w blokowisku. Cirilla, jego w&amp;#322;a&amp;#347;cicielka, mieszka gdzie&amp;#347; nieopodal w domu wraz z rodzin&amp;#261;, a go&amp;#347;ci z HospitalityClub umieszcza tutaj. Opr&amp;#243;cz nas w mieszkaniu mieszka jeszcze Livi, czyli jej kuzyn, kt&amp;#243;ry pracuje w Georgetown. Ciprilla i Livi pochodz&amp;#261; z Filipin. Ciprilla emigrowa&amp;#322;a do Malezji ju&amp;#380; jaki&amp;#347; czas temu i ma tutaj m&amp;#281;&amp;#380;a i dzieci. Livi przyjecha&amp;#322; do pracy rodzin&amp;#281; pozostawiaj&amp;#261;c w Manilii. Pracuje w filipi&amp;#324;skiej firmie zajmuj&amp;#261;cej si&amp;#281; przesy&amp;#322;aniem paczek i pieni&amp;#281;dzy do Filipin.  &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Ciprilla da&amp;#322;a nam klucze do mieszkania i przepraszaj&amp;#261;c za brak czasu posz&amp;#322;a do domu. Za trzy dni leci do Manili, wi&amp;#281;c jest bardzo zaj&amp;#281;ta. Jest to jej pierwsza od 6 lat wizyta, a poniewa&amp;#380; ma spor&amp;#261; rodzin&amp;#281; biega po sklepach i kupuje prezenty. Powiedzia&amp;#322;a, &amp;#380;e mo&amp;#380;emy zosta&amp;#263; tak d&amp;#322;ugo, jak nam si&amp;#281; podoba i czu&amp;#263; si&amp;#281; jak u siebie w domu. Zostali&amp;#347;my sami ciekawie rozgl&amp;#261;daj&amp;#261;c si&amp;#281; po mieszkaniu, w kt&amp;#243;rym s&amp;#261; trzy pokoje, kuchnia i &amp;#322;azienka. W kuchni nie ma lod&amp;#243;wki i kuchenki, wiec z gotowania nici. Jest za to pralka. Mamy do dyspozycji sw&amp;#243;j pok&amp;#243;j. W drugim mieszka Livi, ale rzadko bywa w domu. Do pracy wychodzi rano, a wraca p&amp;#243;&amp;#378;no w nocy. Dodatkowo cz&amp;#281;sto je&amp;#378;dzi na kilka dni do Kuala Lumpur. Lepiej nam si&amp;#281; trafi&amp;#263; nie mog&amp;#322;o &amp;#8211; chyba troch&amp;#281; tutaj pomieszkamy, zw&amp;#322;aszcza, &amp;#380;e Malezja wydaje nam si&amp;#281; ma&amp;#322;o ciekawa i nie mamy wi&amp;#281;kszych plan&amp;#243;w na jej zwiedzanie, a musimy &amp;#8222;zabi&amp;#263;&amp;#8221; tutaj ze trzy tygodnie, ze wzgl&amp;#281;du na pogod&amp;#281; w Indonezji. Tam wci&amp;#261;&amp;#380; jeszcze trwa monsun..&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Livi pojawi&amp;#322; si&amp;#281; w domu p&amp;#243;&amp;#378;nym wieczorem i okaza&amp;#322; si&amp;#281; by&amp;#263; bardzo mi&amp;#322;ym go&amp;#347;ciem. Prze&amp;#322;amali&amp;#347;my przys&amp;#322;owiowe pierwsze lody przy pomocy po&amp;#322;owy jednej z butelek, kt&amp;#243;re przywie&amp;#378;li&amp;#347;my. Livi jest, jak wi&amp;#281;kszo&amp;#347;&amp;#263; Filipi&amp;#324;czyk&amp;#243;w, katolikiem, wi&amp;#281;c za ko&amp;#322;nierz nie wylewa. Rozmawiali&amp;#347;my g&amp;#322;&amp;#243;wnie o jego kraju rodzinnym. Mamy ju&amp;#380; zaproszenie do Manilli, &amp;#380;eby go odwiedzi&amp;#263;, kiedy b&amp;#281;dzie tam na wakacje, czyli w czerwcu. Kto wie, mo&amp;#380;e skorzystamy.&lt;/p&gt;
</description>
			    <link>http://burlinski.com/newblog/index.php?blog=5&amp;title=9_10_marca_2007&amp;more=1&amp;c=1&amp;tb=1&amp;pb=1</link>
			  </item>
			  			  <item>
			    <title>5 - 8 Marca 2007</title>
			    <description>&lt;p&gt;Bangkok w&amp;#322;a&amp;#347;ciwie wcale si&amp;#281; Bangkokiem nie nazywa. Pe&amp;#322;na nazwa tego miasta w oryginale brzmi: &amp;#8222;Krungthep Mahanakhon Amonrattanakosin Mahintharayutthaya Mahadilokphop Noppharatratchathani Burirom-udomratchaniwet Mahasathan Amonphiman Awatansathit Sakkathattiya Witsanu Kamprasit&amp;#8221;. W t&amp;#322;umaczeniu oznacza to mniej wi&amp;#281;cej: &amp;#8222;miasto anio&amp;#322;&amp;#243;w, wielkie miasto, wieczny klejnot, niezdobywalne miasto boga Indry, wspania&amp;#322;a stolica &amp;#347;wiata wspomaganego przez dziewi&amp;#281;&amp;#263; pi&amp;#281;knych skarb&amp;#243;w, miasto szcz&amp;#281;&amp;#347;liwe, obfituj&amp;#261;ce w ogromny Pa&amp;#322;ac Kr&amp;#243;lewski, kt&amp;#243;ry przypomina niebia&amp;#324;skie miejsce gdzie rz&amp;#261;dzi zreinkarnowany b&amp;#243;g, to miasto dane przez Indr&amp;#281;, zbudowane przez Wisznu&amp;#8221;. T&amp;#261; najd&amp;#322;u&amp;#380;sz&amp;#261; geograficzn&amp;#261; nazw&amp;#281; na &amp;#347;wiecie nada&amp;#322; miastu w dniu swojej koronacji w 1782 roku kr&amp;#243;l Rama I. Cho&amp;#263; nie mo&amp;#380;na jej odm&amp;#243;wi&amp;#263; oryginalno&amp;#347;ci, praktyczne u&amp;#380;ywanie raczej mo&amp;#380;liwe nie jest. Tajowie ograniczaj&amp;#261; si&amp;#281; wi&amp;#281;c do pierwszego jej cz&amp;#322;onu, Khrung Thep. Obcokrajowcy natomiast z niewiadomych powod&amp;#243;w przyj&amp;#281;li nazw&amp;#281; pochodz&amp;#261;c&amp;#261; od pobliskiej nadrzecznej wioski zwanej Bang Makok. Z techniczego punktu widzenia nazwa ta odnosi si&amp;#281; tylko do starej nadrzecznej cz&amp;#281;&amp;#347;ci miasta, zwanej teraz Thonburi, ale cudzoziemcy wci&amp;#261;&amp;#380; u&amp;#380;ywaj&amp;#261; jej na okre&amp;#347;lenie ca&amp;#322;ego miasta. W Bangkoku, albo je&amp;#347;li kto&amp;#347; woli Khrung Thep, nie by&amp;#322;o kiedy&amp;#347; prawie w og&amp;#243;le ulic. Ich funkcj&amp;#281; pe&amp;#322;ni&amp;#322;y liczne kana&amp;#322;y. Swego czasu miasto to znane by&amp;#322;o w &amp;#347;wiecie jako Wenecja Wschodu. W drugiej po&amp;#322;owie XX wieku na skutek bardzo dynamicznego rozwoju miasta zacz&amp;#281;to zasypywa&amp;#263; kana&amp;#322;y tworz&amp;#261;c w ich miejsce szerokie arterie komunikacyjne. Miasto zmieni&amp;#322;o diametralnie sw&amp;#243;j charakter, chocia&amp;#380; do dzisiaj transport rzeczny jest jednym z szybszych sposob&amp;#243;w przemieszczanie si&amp;#281; po metropolii. Odbywa on si&amp;#281; teraz jednak g&amp;#322;&amp;#243;wnie na rzece Chao Praya, kt&amp;#243;ra przep&amp;#322;ywa przez miasto i nielicznych pozostaj&amp;#261;cych w u&amp;#380;yciu kana&amp;#322;ach. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Zwiedzanie miasta rozpocz&amp;#281;li&amp;#347;my od wizyty w polskiej ambasadzie. Ko&amp;#324;cz&amp;#261; nam si&amp;#281; powoli wolne strony w paszportach i wkr&amp;#243;tce nie b&amp;#281;dzie ju&amp;#380; miejsca na nowe wizy i piecz&amp;#261;tki wjazdowe. Te starsze polskie paszporty, jakie mamy nie maj&amp;#261; po prostu wystarczaj&amp;#261;cej ilo&amp;#347;ci stron na objechanie &amp;#347;wiata doko&amp;#322;a. W ambasadzie nic nie wsk&amp;#243;rali&amp;#347;my, bo by&amp;#322;a zamkni&amp;#281;ta. Znajduje si&amp;#281; ona na kt&amp;#243;rym&amp;#347; tam pi&amp;#281;trze w sporym biurowcu. Na drzwiach wisia&amp;#322;a kartka informuj&amp;#261;ca, &amp;#380;e w poniedzia&amp;#322;ek ambasada b&amp;#281;dzie zamkni&amp;#281;ta, bo jest to w Polsce &amp;#347;wi&amp;#281;to i dzie&amp;#324; wolny od pracy. Tylko, &amp;#380;e my pojawili&amp;#347;my si&amp;#281; tam w pi&amp;#261;tek. Po kilku minutach gor&amp;#261;czkowego dzwonienia usiedli&amp;#347;my zrezygnowani w klimatyzowanym korytarzu zastanawiaj&amp;#261;c si&amp;#281;, co zrobi&amp;#263; z reszt&amp;#261; dnia. Po chwili us&amp;#322;yszeli&amp;#347;my g&amp;#322;os z interkomu: &amp;#8222;D&amp;#322;ugo Pa&amp;#324;stwo czekacie?&amp;#8221;. Okaza&amp;#322;o si&amp;#281;, &amp;#380;e to ochroniarz z ambasady m&amp;#243;wi do nas przez interkom. Na nasze pytanie, dlaczego ambasada jest zamkni&amp;#281;ta odpowiedzia&amp;#322;, &amp;#380;e &amp;#8222;oni to ju&amp;#380; powariowali tutaj, i nawet buddyjskie &amp;#347;wi&amp;#281;ta obchodz&amp;#261;&amp;#8221;. Potem wda&amp;#322; si&amp;#281; w rozmow&amp;#281; z nami &amp;#8211; wci&amp;#261;&amp;#380; przez interkom, i opowiedzia&amp;#322; jak to leniwie up&amp;#322;ywa &amp;#380;ycie pana konsula i reszty ekipy z ambasady. W pewnym momencie z nadziej&amp;#261; w g&amp;#322;osie zacz&amp;#261;&amp;#322; si&amp;#281; dopytywa&amp;#263;, czy mamy mo&amp;#380;e jaki&amp;#347; pilny interes, bo je&amp;#380;eli tak to on &amp;#8222;z przyjemno&amp;#347;ci&amp;#261; zak&amp;#322;&amp;#243;ci im spok&amp;#243;j&amp;#8221;. Potem w ramach podsumowania powiedzia&amp;#322; mi, &amp;#380;e &amp;#8222;chcia&amp;#322;by pan mie&amp;#263; tak&amp;#261; prac&amp;#281; za takie pieni&amp;#261;dze&amp;#8221;. Zabawne to by&amp;#322;o w sumie. Informacji na temat paszport&amp;#243;w zasi&amp;#281;gn&amp;#281;li&amp;#347;my nast&amp;#281;pnego dnia przez telefon. Okazuje si&amp;#281;, &amp;#380;e mo&amp;#380;emy dosta&amp;#263; tymczasowe, ale wa&amp;#380;ne na rok. Efektywnie oznacza to w Azji, &amp;#380;e dobre na p&amp;#243;&amp;#322; roku, bo &amp;#380;aden kraj nie wystawi wizy na paszport wa&amp;#380;ny kr&amp;#243;cej ni&amp;#380; 6 miesi&amp;#281;cy. Potem mo&amp;#380;na podobno dosta&amp;#263; kolejny taki paszport tymczasowy, ale tym razem jest to ju&amp;#380; ca&amp;#322;kowicie w gestii konsula i uzale&amp;#380;nione jest od jego interpretacji niejasnych w tym przypadku przepis&amp;#243;w. Dlaczego przepisy s&amp;#261; niejasne, i czy tak trudno by by&amp;#322;o je u&amp;#347;ci&amp;#347;li&amp;#263;, mi&amp;#322;a pani z kt&amp;#243;ra rozmawia&amp;#322;em powiedzie&amp;#263; ju&amp;#380; nie umia&amp;#322;a. Op&amp;#322;ata za paszport tymczasowy wynosi 46 USD.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;img src=&quot;http://burlinski.com/newblog/pictures/taj_bangkok_mangkon.JPG &quot;/&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
Wat Mangkon Kamalawat (fot.Agnieszka)&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Wzorem naszych dyplomat&amp;#243;w postanowili&amp;#347;my te&amp;#380; po&amp;#347;wi&amp;#281;towa&amp;#263; z Buddystami. Pojechali&amp;#347;my do Chinatown, gdzie kr&amp;#281;c&amp;#261;c si&amp;#281; po bazarach i gubi&amp;#261;c w przer&amp;#243;&amp;#380;nych uliczkach dotarli&amp;#347;my do &amp;#347;wi&amp;#261;tyni Wat Mangkon Kamalawat. Jest to chyba najwi&amp;#281;ksza &amp;#347;wi&amp;#261;tynia chi&amp;#324;skich buddyst&amp;#243;w w Bangkoku. Faktycznie akurat trwa&amp;#322;y tam obchody jakiego&amp;#347; &amp;#347;wi&amp;#281;ta, ale nikt nie potrafi&amp;#322; nam wyt&amp;#322;umaczy&amp;#263; jakiego. Wewn&amp;#261;trz by&amp;#322;o mn&amp;#243;stwo ludzi. Ka&amp;#380;dy z nich przynosi&amp;#322; ofiary, czyli r&amp;#243;&amp;#380;nego rodzaju jedzenie, g&amp;#322;&amp;#243;wnie owoce, i obowi&amp;#261;zkowo butelk&amp;#281; oleju ro&amp;#347;linnego. Sk&amp;#322;adano je na o&amp;#322;tarzach przed pos&amp;#261;&amp;#380;kami b&amp;#243;stw &amp;#8211; r&amp;#243;&amp;#380;nych wciele&amp;#324; Buddy. Zapalano r&amp;#243;wnie&amp;#380; kadzide&amp;#322;ka ofiarne. By&amp;#322;o ich tak wiele, &amp;#380;e ca&amp;#322;&amp;#261; &amp;#347;wi&amp;#261;tyni&amp;#281; wype&amp;#322;nia&amp;#322; aromatyczny, ale jednak gryz&amp;#261;cy w oczy dym.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Cz&amp;#281;&amp;#347;ci&amp;#261; rytua&amp;#322;u modlitewnego jest wr&amp;#243;&amp;#380;enie. Ludzie modlili si&amp;#281; trzymaj&amp;#261;c w r&amp;#281;kach naczynia wype&amp;#322;nione bambusowymi patyczkami, na kt&amp;#243;rych wypisane by&amp;#322;y wr&amp;#243;&amp;#380;by. Pod koniec modlitwy potrz&amp;#261;sali nimi na tyle energicznie, &amp;#380;e jeden z patyczk&amp;#243;w wypada&amp;#322;. W labiryncie pomieszcze&amp;#324; &amp;#347;wi&amp;#261;tynnych siedzieli mnisi, kt&amp;#243;rzy interpretowali owe przepowiednie. Celebracja zaczyna&amp;#322;a si&amp;#281; ju&amp;#380; przed wej&amp;#347;ciem do &amp;#347;wi&amp;#261;tyni, gdzie na placu porozmieszczali swoje kramy sprzedawcy owoc&amp;#243;w ofiarnych, kadzide&amp;#322;ek innych religijnych parafernali&amp;#243;w. Tam r&amp;#243;wnie&amp;#380; p&amp;#322;on&amp;#281;&amp;#322;y znicze w formie kadzide&amp;#322;ek i dymi&amp;#322;o si&amp;#281; nie&amp;#378;le. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;img src=&quot;http://burlinski.com/newblog/pictures/taj_bangkok_mangkon1.JPG&quot;/&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
Wat Mangkon Kamalawat (fot.Agnieszka)&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Reszty naszych przyg&amp;#243;d w Bangkoku nie opisz&amp;#281; ju&amp;#380; raczej, bo znowu nie pisa&amp;#322;em na bie&amp;#380;&amp;#261;co. Odtwarzanie z przesz&amp;#322;o&amp;#347;ci jako&amp;#347; mi nie idzie. Powt&amp;#243;rz&amp;#281; tylko, &amp;#380;e Bangkok to super miasto i warto jest mu po&amp;#347;wi&amp;#281;ci&amp;#263; kilka dni, a zdecydowanie trzeba wyrwa&amp;#263; si&amp;#281; z turystycznego getta, jakim jest Khao San i okolice.&lt;/p&gt;
</description>
			    <link>http://burlinski.com/newblog/index.php?blog=5&amp;title=5_8_marca_2007&amp;more=1&amp;c=1&amp;tb=1&amp;pb=1</link>
			  </item>
			  			  <item>
			    <title>4 Marca 2007</title>
			    <description>&lt;p&gt;Bardzo wcze&amp;#347;nie, jeszcze przed &amp;#347;witem, stan&amp;#281;li&amp;#347;my na drodze. Planowali&amp;#347;my dosta&amp;#263; si&amp;#281; jeszcze tego samego dnia do Bangkoku. Do przebycia by&amp;#322;o ponad 800km. Najpierw kilkoma samochodami dotarli&amp;#347;my do Lampang. Tutaj autostopowi bogowie si&amp;#281; do nas szeroko u&amp;#347;miechn&amp;#281;li. Samoch&amp;#243;d zatrzyma&amp;#322; nas. Mijali&amp;#347;my akurat stacj&amp;#281; benzynow&amp;#261; id&amp;#261; w kierunku wylot&amp;#243;wki, kiedy spostrzegli&amp;#347;my m&amp;#322;odego m&amp;#281;&amp;#380;czyzn&amp;#281; machaj&amp;#261;cego do nas z pickupa. Okaza&amp;#322;o si&amp;#281;, &amp;#380;e widzia&amp;#322; on jak usi&amp;#322;ujemy id&amp;#261;c co&amp;#347; zatrzyma&amp;#263;, i postanowi&amp;#322; nas zabra&amp;#263;. Jecha&amp;#322; do prosto Bangkoku! &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nast&amp;#281;pne 6 godzin sp&amp;#281;dzili&amp;#347;my komfortowo roz&amp;#322;o&amp;#380;eni na pace samochodu, drzemi&amp;#261;c i chowaj&amp;#261;c si&amp;#281; przed niezbyt tego dnia ostrym s&amp;#322;o&amp;#324;cem. O wi&amp;#281;kszym szcz&amp;#281;&amp;#347;ciu nie mogli&amp;#347;my nawet marzy&amp;#263;. Wysiedli&amp;#347;my w centrum Bangkoku, sk&amp;#261;d najpierw metrem, a potem SkyTrainem dotarli&amp;#347;my do naszego lokum. Tym razem znale&amp;#378;li&amp;#347;my mieszkanie u Paula, r&amp;#243;wnie&amp;#380; przez HospitalityClub. Adres okaza&amp;#322; si&amp;#281; by&amp;#263; pierwszorz&amp;#281;dny &amp;#8211; Soi Nana, boczna Sukhumvit, bardzo blisko centrum. Jest to okolica, gdzie znajduje si&amp;#281; troch&amp;#281; hoteli o standardzie sporo wy&amp;#380;szym ni&amp;#380; te w okolicach Khao San Road. W wi&amp;#281;kszo&amp;#347;ci jednak mieszkaj&amp;#261;cy tutaj biali przebywaj&amp;#261; w Tajlandii znacznie d&amp;#322;u&amp;#380;ej i wynajmuj&amp;#261; mieszkania w okolicznych apartamentowcach. Paul mieszka&amp;#322; w&amp;#322;a&amp;#347;nie w takim wypasionym budynku funkcjonuj&amp;#261;cym cz&amp;#281;&amp;#347;ciowi jako hotel, z apartamentami do wynaj&amp;#281;cia na kilka dni, lub d&amp;#322;ugoterminowo. Mi&amp;#322;o zaskoczy&amp;#322; nas wysoki standard budynku. Centralna klimatyzacja to dar od niebios w dusznym i wilgotnym marcowym Bangkoku. Opr&amp;#243;cz tego do dyspozycji mieli&amp;#347;my basen znajduj&amp;#261;cy si&amp;#281; na &amp;#243;smym pi&amp;#281;trze z niez&amp;#322;ymi widokami na miasto, si&amp;#322;ownie, saun&amp;#281;, korty do badmintona, i bezprzewodowy internet. Nie&amp;#378;le, jak na budget travelling :)&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Paul jest typow&amp;#261; postaci&amp;#261;, jak&amp;#261; mo&amp;#380;na spotka&amp;#263; w Bangkoku. W m&amp;#322;odo&amp;#347;ci by&amp;#322; &amp;#380;o&amp;#322;nierzem w brytyjskiej marynarce wojennej. W wieku 50 lat przeszed&amp;#322; na emerytur&amp;#281; i po okresie podr&amp;#243;&amp;#380;owania po &amp;#347;wiecie i mieszkania w r&amp;#243;&amp;#380;nych jego zak&amp;#261;tkach osiad&amp;#322; w Tajlandii, gdzie &amp;#380;yje z wojskowej emerytury i prowadzi drobne interesy. Mieszka w Bangkoku wraz z m&amp;#322;odsz&amp;#261; od niego o 20 lat Tajk&amp;#261;, kt&amp;#243;r&amp;#261; pozna&amp;#322; przebywaj&amp;#261;c w jakiej&amp;#347; wiosce nieopodal Bangkoku. Nie m&amp;#243;wi&amp;#322;a on w og&amp;#243;le po angielsku, ale jako&amp;#347; uda&amp;#322;o im si&amp;#281; nawi&amp;#261;za&amp;#263; kontakt przez wsp&amp;#243;ln&amp;#261; znajom&amp;#261;. Po pewnym czasie Lek, bo tak ma ona na imi&amp;#281;, przeprowadzi&amp;#322;a si&amp;#281; do jego apartamentu w Bangkoku, gdzie mieszkaj&amp;#261; razem ju&amp;#380; od prawie roku. Paul pomaga jej w utrzymaniu tr&amp;#243;jki dzieci z poprzedniego jej ma&amp;#322;&amp;#380;e&amp;#324;stwa z Tajem, aczkolwiek nie mieszkaj&amp;#261; z jej dzie&amp;#263;mi. Dwoje z nich wychowuje si&amp;#281; u babci, a jedno jest pod opieka ojca. W mi&amp;#281;dzyczasie Lek nauczy&amp;#322;a si&amp;#281; m&amp;#243;wi&amp;#263; nieco po angielsku, g&amp;#322;&amp;#243;wnie dzi&amp;#281;ki codziennemu obcowaniu z Paulem, a tak&amp;#380;e na kursach j&amp;#281;zykowych, na kt&amp;#243;re on j&amp;#261; wysy&amp;#322;a. Paul &amp;#380;artowa&amp;#322;, &amp;#380;e nauczy&amp;#322;a si&amp;#281; ju&amp;#380; tyle, &amp;#380;e wi&amp;#281;cej nie potrzeba. Uk&amp;#322;ad taki jest bardzo w Tajlandii popularny, aczkolwiek Paul nie jest chyba do ko&amp;#324;ca typowym przedstawicielem bia&amp;#322;ych m&amp;#281;&amp;#380;czyzn &amp;#380;yj&amp;#261;cych w Tajlandii. Jest bardzo &amp;#347;wiadom tego, jaki jest stan rzeczy w jego zwi&amp;#261;zku. Nie jest to do ko&amp;#324;ca, tak przejrzyste, jak na pierwszy rzut oka mo&amp;#380;e si&amp;#281; wydawa&amp;#263;. Pomi&amp;#281;dzy nimi istnieje chyba mi&amp;#322;o&amp;#347;&amp;#263;, cho&amp;#263; na pewno dla Lek jest to trudny zwi&amp;#261;zek. Nie chcia&amp;#322;bym tego pochopnie jednak ocenia&amp;#263;, ale wydaje mi si&amp;#281;, &amp;#380;e musi by&amp;#263; jej by&amp;#263; troch&amp;#281; z tym ci&amp;#281;&amp;#380;ko. Jest pewnie ca&amp;#322;y czas &amp;#347;wiadoma, &amp;#380;e w ka&amp;#380;dej chwili mo&amp;#380;e si&amp;#281; to rozpa&amp;#347;&amp;#263;, a ona wtedy pozostanie na przys&amp;#322;owiowym lodzie. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Taki los jest i tak o wiele lepszy od po&amp;#322;o&amp;#380;enia wielu m&amp;#322;odych kobiet przybywaj&amp;#261;cych do Bangkoku, Pattayi i Phuket g&amp;#322;&amp;#243;wnie z biednych region&amp;#243;w p&amp;#243;&amp;#322;nocno-wschodniej Tajlandii. Cz&amp;#281;sto zaczynaj&amp;#261; one pracowa&amp;#263; jako sprz&amp;#261;taczki, ale jeszcze cz&amp;#281;&amp;#347;ciej ko&amp;#324;cz&amp;#261; jak prostytutki. W Tajlandii rol&amp;#261; najstarszej c&amp;#243;rki jest utrzymywanie rodziny. M&amp;#281;&amp;#380;czy&amp;#378;ni pozbawieni s&amp;#261; tego obowi&amp;#261;zku. Ich &amp;#380;ycie jest znacznie &amp;#322;atwiejsze. Wszelkie pieni&amp;#261;dze, jakie ma rodzina przeznaczane s&amp;#261; na wykszta&amp;#322;cenie i zapewnienie jak najlepszego startu m&amp;#281;skim potomkom. &amp;#379;yj&amp;#261; oni beztrosko, sp&amp;#281;dzaj&amp;#261;c wolny czas na rozrywkach, piciu alkoholu i zabawach. Dziewcz&amp;#281;ta traktowane s&amp;#261; po macoszemu. Niewiele z nich ko&amp;#324;czy wi&amp;#281;cej ni&amp;#380; 6 klas szko&amp;#322;y podstawowej. Potem oczekuje si&amp;#281; od nich zarabiania pieni&amp;#281;dzy. Pieni&amp;#261;dze s&amp;#261; najwa&amp;#380;niejsz&amp;#261; rzecz&amp;#261; w biednych wioskach na p&amp;#243;&amp;#322;nocy kraju. Wyznaczaj&amp;#261; one status rodziny w wiosce. Kiedy m&amp;#322;oda kobieta jedzie do Bangkoku i zaczyna si&amp;#281; prostytuowa&amp;#263;, aby je zarobi&amp;#263; nie stanowi to dla rodziny problemu, o ile wysy&amp;#322;a do domu du&amp;#380;o pieni&amp;#281;dzy. Je&amp;#347;li zarabia niewiele, wtedy jest napi&amp;#281;tnowana jako kobieta lekkich obyczaj&amp;#243;w, ladacznica. Ale je&amp;#347;li wysy&amp;#322;a do domu wystarczaj&amp;#261;co du&amp;#380;e sumy, aby widocznie poprawi&amp;#263; poziom &amp;#380;ycia jej rodziny, nikt si&amp;#281; jej nie pyta o &amp;#378;r&amp;#243;d&amp;#322;o dochod&amp;#243;w. &lt;br /&gt;
Nie liczy si&amp;#281; wtedy sk&amp;#261;d pochodzi mamona, a tylko jej ilo&amp;#347;&amp;#263;. Ta presja w po&amp;#322;&amp;#261;czeniu z bied&amp;#261; panuj&amp;#261;c&amp;#261; zw&amp;#322;aszcza w p&amp;#243;&amp;#322;nocno-wschodnich regionach kraju powoduje, &amp;#380;e tak wiele m&amp;#322;odych kobiet znajduje zatrudnienie w seks biznesie, z kt&amp;#243;rego s&amp;#322;ynie Tajlandia. M&amp;#322;ode kobiety, kt&amp;#243;re pracuj&amp;#261;c w prowincji Isam na roli, lub w fabryce, zarabia&amp;#322;yby niewiele wi&amp;#281;cej ni&amp;#380; 100 USD na miesi&amp;#261;c, mog&amp;#261; w Bangkoku mie&amp;#263; dochody powy&amp;#380;ej 2000 USD. Pokusa finansowa jest wi&amp;#281;c ogromna. Ponad 80% prostytutek pochodzi w&amp;#322;a&amp;#347;nie z Isamu, czyli najbiedniejszej cz&amp;#281;&amp;#347;ci Tajlandii. Wi&amp;#281;kszo&amp;#347;&amp;#263; tych kobiet zaczyna prac&amp;#281; jako niewinne m&amp;#322;ode osoby, aby po roku by&amp;#263; za pan brat z alkoholem i narkotykami. Wyniszczenie fizyczne jest jednak niczym w por&amp;#243;wnaniu z moralnymi i psychologicznymi reperkusjami wykonywania tego najstarszego na &amp;#347;wiecie zawodu. Podstawowym problemem jest fakt, &amp;#380;e popyt na ich us&amp;#322;ugi jest, dzi&amp;#281;ki seks turystyce ogromny. Problemem numer dwa s&amp;#261; socjalne uwarunkowania tego procederu, o kt&amp;#243;rych wspomnia&amp;#322;em. Osobn&amp;#261; kwesti&amp;#261; jest natomiast polityka tajlandzkich w&amp;#322;adz, kt&amp;#243;re nie usi&amp;#322;uj&amp;#261; w zasadzie tego procederu ograniczy&amp;#263;, a tak&amp;#380;e nie wprowadzaj&amp;#261; praktycznie &amp;#380;adnych reform, kt&amp;#243;re zmieni&amp;#322;yby sytuacj&amp;#281; biednych ludzi p&amp;#243;&amp;#322;nocnych cz&amp;#281;&amp;#347;ci Tajlandii. Dodatkowo nak&amp;#322;ada si&amp;#281; na to jeszcze gigantyczna korupcja panuj&amp;#261;ca we w&amp;#322;adzach, a zw&amp;#322;aszcza w policji, kt&amp;#243;ra czerpie z seks biznesu ogromne zyski.&lt;/p&gt;
</description>
			    <link>http://burlinski.com/newblog/index.php?blog=5&amp;title=4_marca_2007&amp;more=1&amp;c=1&amp;tb=1&amp;pb=1</link>
			  </item>
			  	</channel>
</rss>
